1 grudnia 2005

Huragan Delta - czyli życie bez prądu

Obiecywałem, że teraz będę częściej cos pisał, a tu już tydzień milczenia, nieładnie z mojej strony. Tym razem mam jednak dobrą wymówkę, ale zacznijmy od początku. W poniedziałek rano (około 13) Sebastian wrócił z nowiną, że następnego dnie najprawdopodobniej nie ma zajęć z powodu sztormu. Potraktowałem to z przymrużeniem oka, bo choś padało i było okropnie zimno to sztormu nic nie zapowiadało. Poza tym w moim, szczura lądowego, wyobrażeniu sztorm jest na morzu a nie na lądzie. Co prawda dziwne wydało mi się, że odwołano popołudniowe zajęcia sportowe (Sebastian poszedł na pingponga i pocałował klamkę), ale gdy Martina przyszła z informacją, że od 15 wszystkie zajęcia są odwołane, to sie na serio zdziwiłem. Na zewnątrz nadal było niesamowicie zimno, ale nic poza tym - nawet deszcz przestał padać. Po zmroku sytuacja zaczęła się zmieniać - zrobiło się niesamowicie gorąco i zaczął wiać gorący wiatr, który bardzo nabierał na sile. Nadal jednak nie było to nic nadzwyczajnego, ot normalna zawierucha. Około 22 zaczeło wiać na poważnie. W powietrzu było pełno kurzu i pyłu, a rolety niepokojąco trzeszczały. Chwilę póżniej wysiadło zasilanie. Ponieważ nie miałem nic lepszego do roboty zająłem się robieniem zdjęć.






Postanowiliśmy wyjścc na taras żeby lepiej ocenić sytuację. Z okna wiatr nie wydawał się aż tak silny jak na dachu. Najpierw nie mogliśmy otworzyć drzwi, a potem ich azmknąć - tak wiało. Praktycznie nigdzie nie było widać światła, wszystkie barierki na pobliskiej budowie się poprzewracały i wszędzie latały śmieci. Rano oczywiście nadal nie było prądu, ale to akurat nie było niespodzianką. Zaskoczeniem było to jak wygląda okolica. Poprzewracane drzewa, połamane gałęzie, billboardy które przyleciały znikąd, poprzewracane ogrodzenia. Nawet będąc na dachu nie zdawałem sobie sprawy, że wiatr był aż tak silny !!!



Brak prądu oznaczał dla nas brak wszystkiego, bo kuchnię jak i ciepłą wodę mamy na prąd. Kontakt ze światem uzyskaliśmy dzięki Asi, która mieszka w pobliskim akademiku i przyszła nas odwiedzić. Oni mieli prąd jako jedyni w okolicy, a w związku z tym także telewizję. Nawiedził nas cyklon tropikalny Delta, o sile stałej 102km/h, w porywach do 120 km/h, co daje siłę huraganu 1 kategorii. Spacer po okolicy uświadomił nam, co to znaczy huragan. W okolicy był rozłożony cyrk i namiot po prostu sobie odleciał!!! (fotki robione we środę)








Prądu nie było aż do dzisiejszej nocy, czyli prawie 50 godzin, z małymi przerwami (2 razy włączyli na godzinę). We wtorek działał jeden sklep, ale nie sprzedawał niczego z lodówki, a świec i chleba zabrakło już rano. Uniwerek ruszy dopiero dzisiaj rano, bo też było dużo zniszczeń (pozrywało elewacje itp.) Cały czas są problemy z prądem i nie wiadomo czy nam go znowu nie wyłączą. Dlatego własnie była taka długa przerwa w postach :)

1 komentarz:

Suatilja pisze...

Joł Robsono!

Czy na ostatnim zdjeciu widze lanosika, czy mnie oczeta myla? :D

A lanosik przechodzi do historii - teraz sie astra II rozbijam :] Wracaj juz do nas, bo nie mam z kim balsamu pic :D