31 stycznia 2015

Stolica

Przez ostatnie 2 dni zwiedzaliśmy stolicę. Zrobiliśmy na piechotę w sumie ok. 50 km. Zwiedziliśmy m.in. Muzem Antropologiczne, park i zamek Chapultec, Casa de los Azulejos, budynek poczty, plac Garibaldi itd. Spotkaliśmy się też z chłopakiem z firmy, dla której pracuje Kamila, zabrał nas do restauracji znanej z pozole, czyli warzywnej zupy z białą kukurydzą.



29 stycznia 2015

Piramidy

Kolejny dzień z Bertą, mamą naszych znajomych Sandry i Pablo. Pojechaliśmy do Teotihucanu. Jest to olbrzymi kompleks archeologiczny, na terenie którego znajduje się trzecia największa piramida świata tzw. Piramida Słońca. Niby niższa od tej w Choluli, ale wrażenie robi o wiele, wiele większe.
Znajomości dobrze mieć wszędzie, w Meksyku też. Berta zna dyrektora ochrony wszystkich muzeów w stolicy. Dwa słowa i nie tylko weszliśmy za darmo, ale jeszcze dostaliśmy prywatną przewodniczkę. Co więcej - gdy zeszliśmy z Piramidy Słońca (wejście jest dosyć męczące - ponad 240 wysokich i stromych schodów) przyjechał po nas samochód, załadowaliśmy się na tył i dalej przemieszczaliśmy się w taki sposób. Dzięki temu mogliśmy zwiedzić bardzo ciekawe muzeum murali, które jest tak daleko, że mało kto tam dociera i cała wycieczka trwała tylko 4 godziny. Gdybyśmy musieli pokonać wszystko na piechotę, zajęłoby to chyba cały dzień!

Po zwiedzaniu pojechaliśmy na przepyszny obiad. 
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w miejscowości Acolman.

28 stycznia 2015

Meksyk, Meksyk!

Dzisiaj większą część dnia spędziliśmy z mamą naszych znajomych z Barcelony. Rano pojechaliśmy do meksykańskiej Wenecji, czyli Xochimilco, a tam jak na prawdziwą Wenecję przystało pływaliśmy po kanałach. W weekendy są tam podobno dzikie tłumy. Dzisiaj było cicho, spokojnie i bardzo relaksująco, czego niestety nie można powiedzieć o jeździe samochodem. W stolicy Meksyku jest tyle aut, że korki są praktycznie wszędzie i o każdej porze. Do tego nikt nie przestrzega przepisów drogowych. Skręcanie w prawo z lewego pasa w czasie, gdy prawem pasem samochody jadą prosto, to norma. Przy tutejszych warunkach na drogach jazda po rozkopanej Łodzi to czysta przyjemność.
Kolejnym punktem programu był targ La Ciutadela. Można tam kupić najprzeróżniejsze rzeczy: wyroby z ceramiki, biżuterię, ubrania, koce, zabawki itp. itd. Dziś na szczęście było mało ludzi i w spokoju mogliśmy zrobić zakupy.
Na zakończenie dnia udaliśmy się na pyszne jedzenie do Tacos Chupacabras. Podobno jedne z najlepszych tacos w mieście.

27 stycznia 2015

Tepoztlan

Dzisiaj prawie cały dzień spędziliśmy w Tepoztlanie. Po wczorajszym zgiełku, rano zastaliśmy spokojną, lekko senną atmosferę, zachęcającą do leniwego spacerowania. Śniadanie zjedliśmy na targu - ja pyszne sopes (rodzaj placuszków z masy jak na tortille) z fasolą, serem i śmietaną, Robert - tacos, a do tego po litrze świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. 
Potem chodziliśmy po całej mieścince, która jest tak urokliwa, że moglibyśmy spacerować bez końca.
Gwoździem programu był aztecki rytuał - temazcal. To coś podobnego do sauny. Też jest gorąco i człowiek się poci, ale  przebywaniu w glinianym pomieszczeniu, ogrzewanym węglami, towarzyszą azteckie rytuały oczyszczające ciało i umysł. Węgle polewa się wodą z leczniczymi ziołami, ciało biczuje gałązkami, a wszystkiemu towarzyszą rytualne śpiewy (my też śpiewaliśmy). W środku jest bardzo ciemno i gorąco. Co jakiś czas ciało polewa się zimną wodą dla ochłody. Cały rytuał trwa niecałe półtorej godziny i w jego czasie otwiera się duchowe bramy na cztery strony świata. Ciekawe i relaksujące przeżycie. Takie azteckie spa.
Zrelaksowani wieczorem wróciliśmy do stolicy.

25 stycznia 2015

Meksykańskie wesele i zwiedzania ciąg dalszy

I po weselu! Zabawa była bardzo udana. Wesela w Meksyku różnią się od polskich tym, że jest stosunkowo niewiele jedzenia, natomiast non stop trwają tańce. Wytańczyliśmy się za wszystkie czasy.
Na zakończenie była jeszcze niespodzianka - pokaz sztucznych ogni i występ mariachi.
Dziś rano wypiliśmy 2 litry wody kokosowej ;) i udaliśmy się na zwiedzanie okolic. Najpierw połazliśmy po centrum Cuernavaki. Niedziela, a większość ulic była zamieniona w jedno wielkie targowisko. Trafiliśmy też na najbrzydszy rynek, na jakim do tej pory byliśmy.
Po południu pojechaliśmy do Tepoztlanu, który jest zaliczany do tzw. pueblos magicos (magiczne miejscowości). Tu też był dziś wielki rynek i zjechała się chyba połowa Cuernavaki. Mieścinka rzeczywiście ma bardzo fajną atmosferę.
Tepoztlan jest rajem kulinarnym, jedzenie można kupić wszędzie, jest też dużo opcji wegetariańskich.